Nie można siedzieć cicho, gdy tysiące ludzi jest uciskanych, torturowanych i mordowanych przez innych. Nie można nie zwracać na to uwagi, mówiąc, że to daleko, że nas to nie obchodzi. Bo życie ludzkie jest najważniejsze, niezależnie od miejsca na Ziemi. Bo nie można liczyć, czy więcej jest warte ludzkie życie, czy kontrakty gospodarcze.
Reżimy upadają dzięki zwykłym ludziom. Ludziom, którzy samotnie niewiele mogą zdziałać, ale w grupie stanowią ogromną siłę. Jeśli każdy z nas powie: “to bez sensu, nic nie mogę zrobić, to drugi koniec świata” - to na pewno nic nie zmienimy. Ale jako zbiorowość mamy szansę wpłynąć na “tych ważnych” - na polityków, na dziennikarzy. A oni są w stanie wpłynąć na Chiny.
Naszym moralnym obowiązkiem jest próbować. Kiedy chodzi o ludzkie życie nie ma sensu zastanawiać się, czy warto podnieść się sprzed telewizora i zrobić cokolwiek. Trzeba po prostu działać.
Co możemy zrobić? Nie pojedziemy do Chin stanąć ramię w ramię z protestującymi Tybetańczykami. Ale możemy informować kogo się da o sytuacji w tamtym kraju. Nie możemy wykrzykiwać haseł na ulicach Pekinu. Ale możemy wysyłać listy do ambasad i władz. Możemy wklejać znaczki na blogach, drukować plakaty, rozlepiać naklejki.
Możemy poruszyć opinię publiczną.
Więcej na www.freetibet.pl
